czwartek, 22 stycznia 2015

If I can be with you 2

Minął tydzień jak mieszkam w LA. Zaczynam poznawać to miasto i tutejszych ludzi. Z Rossem jesteśmy całkiem blisko, myślę że mogę go nazwać przyjacielem. Okazało się, że świetnie się dogadujemy i rozumiemy.  Właściwie to oprócz niego i ekipy z planu filmowego nie znam za wielu osób. Właściwie to nikogo nie znam. Mam wrażenie , że czas poznać kogoś nowego. Mój dzień wygląda bardzo zwyczajnie, wstaję, jem śniadanie , wychodzę, pracuję , idziemy z Rossem na miasto i wracam do domu. Brakuje mi czasu dla siebie, chwila odpoczynku, może zamiast iść gdzieś z Rossem pójdę gdzieś sama? Zakupy, tak zakupy będą świetne.Spojrzałam na zegarek, jak zaraz nie wyjdę to będę zupełnie spóźniona. Słyszę tupot na schodach , to ciotka.-Jak chcesz to mogę cię podwieźć.-zadeklarowała-Nie poradzę sobie.-Przecież jesteś już prawie spóźniona. Wsiadaj do auta.-Właśnie dlatego moja ciocia jest najlepsza. Wzięłam kanapkę w rękę , drugą chwyciłam torbę i pobiegłam do garażu. Lubię jak ciotka podwozi mnie na plan, może dlatego , że ma super samochód. Podjechałam pod "studio"(sklep muzyczny, w którym nagrywaliśmy), tam oczywiście czekał na mnie mój ulubiony blondasek. Wprowadził mnie do środka, gdzie czekał na nas scenarzysta. Do południa nagrywaliśmy, potem mieliśmy przerwę. Nie chciałam jeść stołówkowej papki więc Ross zaproponował fast food obok. Zwykle nie jadam fast foodów , ale nie mogłam się oprzeć jego towarzystwu . O dziwo jedzenie, które dostaliśmy było smaczne. Miałam wrażenie, że Ross chce powiedzieć mi coś ważnego, ale nie potrafi. Byłam skrępowana. -Ładną mamy pogodę.Może byśmy się gdzieś przeszli, wiesz po pracy? -zapytał.-Szczerze miałam inne plany.-Szkoda, bo mogło być miło -chyba oszalałam,  bo postanowiłam zmienić swoje zamiary. -Skoro tak mówisz,  to chyba nie mogę odmówić. -To świetnie! -Tak słodko się uśmiecha. -To gdzie chcesz mnie zabrać ?-To niespodzianka, mam nadzieję że ci się spodoba.-Nie mogę się doczekać co to będzie.-Jeszcze chwilę rozmawialiśmy, po czym wróciliśmy na plan. Dzisiejszy dzień nie był trudny. Wcześnie skończyliśmy zdjęcia i nadszedł czas na "niespodziankę". Jestem ciekawa co mógł wymyślić ten głupek? -To co idziemy?-Zapytał podając mi kurtkę i torbę.-Tak. Chyba jestem gotowa.-Najpierw szliśmy przez park,potem między dzielnicami, aż zobaczyłam wielką polanę. Szliśmy , a trawy muskały delikatnie moje nogi. Zobaczyłam koszyk pełen smakołyków na kraciastym kocu. Więc przygotował piknik? Nie wpadła bym na to, tym bardziej, że miejsce było niezwykle czarujące. Koc rozłożony był pod wielką gruszą , chyba jedyną na polanie. O drzewo oparta była gitara, wiedziałam że umie grać, bo robi to na planie.Nawet jest dobry , nigdy nie słyszałam , żeby ktoś tak oryginalnie grał na gitarze. -Jesteśmy.-wskazał na koc.- Nikt jeszcze nie zaprosił mnie na piknik , w dodatku w takim toczeniu.-Chciałem byś oryginalny.-Miejsce robi wrażenie . Jak w scenie romantycznej z filmu.- Można by tu nagrać jutrzejszą scenę z serialu?- Tak to świetny pomysł!Trzeba tylko powiedzieć o tym reżyserowi.-Już to sobie wyobrażam. Siedzimy tak jak teraz, myślimy nad nową piosenką...- Patrzymy na siebie i wtedy pojawia się " to coś"...- Biorę gitarę i...- W tym momencie zaczął mi śpiewać, to było takie słodkie. Nie spodziewałam się, Naprawdę świetnie gra.- Jeśli myślisz, że piknik to jedyne co wymyśliłem to mnie jeszcze nie znasz.- Szliśmy polaną , aż doszliśmy do drogi, gdzie stał niebieski samochód. No postarał się. Ciekawa jestem co jeszcze mu wpadło do głowy? Jechaliśmy jakieś 15 minut , rozmawiając i śmiejąc się. Na miejscu był wielki dom, o co tu chodzi? - Więc tutaj mieszkam, a tam jest dom twojej ciotki.- wskazał na czerwony dach , który wychylał się zza innych domów. Nie była to duża odległość, około 200 metrów. Do domu weszliśmy tylnym wejściem. Wchodząc zauważyłam basen.Kiedyś brałam udział w zawodach pływackich i zajęłam pierwsze miejsce. Weszliśmy do środka. W środku było zwyczajnie, dom
miał dwa piętra, strych, piwnicę i garaż. Ross przedstawił mnie rodzinie, jego mama była bardzo sympatyczna i miła. Lecz najlepsze było jeszcze przed mną . W salonie czekało na mnie trzech braci i siostra. Nie mówił mi , że ma rodzeństwo. Zostałam przywitana bardzo ciepło. Postanowiliśmy się lepiej poznać , więc siedliśmy w salonie i rozmawialiśmy. Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy o moim nowym znajomym, na przykład , że razem z rodzeństwem i przyjacielem, którego niestety z nami nie było mają zespół. Siedzieliśmy do wieczora, było tak świetnie, że nie patrząc na czas wróciłam do domu o 22.15. Ciotka była wściekła, ale ja nigdy nie zapomnę tego dnia.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

piątek, 2 stycznia 2015

"If I can be with you" 1

W Nowym Jorku mieszkam już tydzień, przyleciałam tutaj z Polski. Dzisiaj idę rozglądać się za jakąś pracą, chcę znaleźć coś co będzie sprawiać mi przyjemność. Moim zdaniem jestem przeciętną 18-latką. Może poza moimi włosami, które są ognisto-rude.  Włosy wyróżniają mnie z tłumu. Jestem bardzo odważna i  to chciałam wyrazić przez kolor swoich włosów. Więc to właśnie ja, dziewczyna , która chce spełniać marzenia. Jakież to banalne, jeśli mi się to nie uda przeżyję chociaż przygodę swojego życia. Spaceruję ruchliwymi ulicami wielkiego miasta w poszukiwaniu ogłoszeń. Zauważyłam ogłoszenie, znany reżyser szuka aktorki do serialu. Myślę, że mogę spróbować. Przesłuchanie odbywa się w jakimś sklepie muzycznym o mało się nie pogubiłam szukając tego sklepiku , ale wreszcie dotarłam. Dlaczego właśnie tu? Szybko znalazłam odpowiedź na to pytanie. Wystarczyło , że przeczytałam informacje o serialu. 'Miał on opowiadać nastolatce , która pracuje w sklepie muzycznym, aż pewnego dnia wszystko się zmienia. Poznaje utalentowanego chłopaka i postanawia pomóc mu w rozkręceniu kariery pisząc mu piosenki. Co z tego wyniknie ?'Sama nie wiem.' Rozejrzałam się... wkoło było pusto... chyba jestem ostatnia. Nagle otworzyły się drzwi i wychylona kobieta krzyknęła 'Następna !'. To chyba o mnie chodzi? Pewnym krokiem weszłam do pokoju...

                                        ...10 minut później...  

... Wyszłam równie pewna siebie. Nie było źle , może się nadam chociaż na statystkę. Po półgodziny znałam już wyniki. Dostałam główną rolę. Nie mogę w to uwierzyć , to nie mogło się stać. Przecież to spełnienie najskrytszych marzeń. Od jutra zaczynamy zdjęcia więc szybko muszę  nauczyć się scenariusza. Postawiłam na spacer do parku w pobliżu. Na świeżym powietrzu zawsze lepiej się uczy. Siadłam na pierwszej ławce i zaczęłam czytać. Byłam tak zafascynowana lekturą , że nie zwracałam uwagi na czas. Gdy w końcu zorientowałam się, że dawno powinnam być w domu, wstałam z ławki i szybkim krokiem chciałam wyjść z parku. Nie zwracając uwagi na to , że weszłam na drogę rowerową szłam dalej. Niespodziewanie z zakrętu wyjechał chłopak na rolkach. Nie widząc szans na ucieczkę rzuciłam się w krzaki, moje włosy zaplątane w gałęzie ,zaplątane, pokołtunione. Nagle poczułam lekki dotyk czyjejś dłoni na ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyła młodego chłopaka o blond włosach w kasku. Spytał , czy wszystko w porządku i pomógł mi wyplątać się z krzaków. To miłe z jego strony , ale to nie zmienia faktu , że przez niego w nich wylądowałam , przynajmniej po części z jego winy. -Nic ci nie jest? Nie wiem, czy wiesz, ale to ścieżka rowerowa?- Uśmiechną się tak słodko.- Zdążyłam zauważyć.- Moja mina przypominała coś na wzór ja wiem lepiej. -Ciekawy kolor włosów.-Czy on mnie podrywa?- Przepraszam , ale się śpieszę.- Już mnie spławiasz? Myślałem , że dasz się zaprosić na lody?- Naprawdę się śpieszę. - Nie bądź taka, przecież muszę cię jakoś przeprosić.- No dobrze.- Chyba zgodziłam się tylko ze względu na jego uśmiech i to jak mnie błagał, żebym spędziła z nim chociaż chwilę. Napisałam do ciotki szybkiego SMSa : "Będę później". Poszliśmy do pobliskiej lodziarni- Podobno sprzedają tu najlepsze lody w mieście.- opowiadał tak słodko, że nie chciałam żeby przerwał.- Jakie chcesz smaki?- Wystarczą cytrynowe.- Odpowiedziałam z uśmiechem.Kiedy wrócił siedliśmy przy stoliku i trochę rozmawialiśmy- Właściwie to skąd jesteś? - Przyjechałam z Polski.- Co sprowadza taką piękną dziewczynę tutaj ? - Chęć spełniania marzeń, poza tym jak chyba wszystkich.- Jednak jesteś inna, taka... WYJĄTKOWA.- To, że mam rude włosy nie czyni mnie wyjątkową.- Nie chodzi tylko o włosy.- To o co ?- O charakter, urodę, inność.-To miłe , ale nie widzę w sobie nic nadzwyczajnego.- Jesteś bardzo odważna i silna.- Chyba za bardzo mi schlebiasz?- I skromna...- Nigdy nie lubiłam kiedy ktoś mnie chwalił , zawsze mnie to peszyło. Nawet nie wiem czemu. Ten chłopak też nie był zwyczajny, był wyjątkowy. Nie spotyka się takich ludzi  codziennie  idąc ulicą.- Będę już wracała. Robi się późno.- Już mnie zostawiasz? Mam nadzieję , że się jeszcze spotkamy.- Wybiegłam z lodziarni i wróciłam do domu. Ciotka nie była zadowolona , ale jak powiedziałam o nowej pracy to o wszystkim zapomniała. Był już wieczór więc zadzwoniłam do mamy. Wszyscy byli szczęśliwi , że mi się udało, ale bardzo tęsknią . Zresztą ja też , ale już niedługo się zobaczymy...
                                                   ... następnego dnia...
Od rana na planie. W nocy nie zmrużyłam oka, cały czas siedziałam nad scenariuszem i myślałam o miłym blondynie. Chyba na dobre utkwił mi w głowie. Widziałam jego piękne czekoladowe oczy i smukłe usta. Gdybym się nie znała pomyślałabym, że się zakochałam. Jednak to niemożliwe , ostatni raz zakochałam się w gimnazjum i przejawiało się to zupełnie inaczej. Nie zdążyłam zjeść śniadania, więc wybrałam się do bufetu.Odeszłam od lady kiedy jakiś debil wpadł na mnie i wylał sok na moje ubrania. Byłam taka wściekła! Jaki idiota, to była moja ulubiona bluzka, a teraz jest cała w soku porzeczkowym. Podniosłam głowę i zobaczyłam znajomą twarz. Od razu poznałam te oczy i uśmiech. Chłopak z parku, ten sam przez którego wpadłam w krzaki, ten sam, który siedział mi całą noc w głowie. Zastanawiało mnie tylko jedno, co  on tu robi? Okazało się, że pracuje na planie. Nie wiem czemu, ale incydent z sokiem zaczął mnie to śmieszyć. Śmiałam się ja głupia, wszyscy się na mnie gapili. Razem ze mną śmiał się blondyn. Staliśmy na środku stołówki i śmialiśmy się. Po chwili oprzytomniałam, nie byłam na niego zła, wręcz przeciwnie. Śmieszyła mnie ta sytuacja. - No proszę kogo ja spotkałem?-Jakie niespodziewanie spotkanie.-Sorry za ten sok nie chciałem.- Nie ma sprawy.-Zachichotałam.- Czekaj , mam gdzieś chusteczki.- Wyciągną małą paczkę.- Dzięki, ale powinnam już iść na plan.- Wzięłam chusteczkę, przetarłam plamę i wyszłam ze stołówki. Na planie czekał już reżyser i menadżerka, brakowało tylko aktora grającego mojego chłopaka. Otworzyły się drzwi i wszedł blondyn z parku , który dziś oblał mnie sokiem. Co? On ma grać mojego chłopaka? Czemu? - To jest właśnie Ross, będzie grał Josha.-Powiedziała menadżerka-A to jest Olivia.- kontynuowała.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Jak dalej potoczą się losy Olivii i Rossa już w następnym opowiadaniu. Zapraszam.

środa, 22 października 2014

"Pamiętnik Powstańca"

Jestem już tym wszystkim zmęczona . Powstanie miało trwać parę dni , jednak trwa już 2 tygodnie. Powoli zaczynam się zastanawiać , czy to ma jakiś większy sens . Niemcy atakują ze wszystkich stron , zginęły już miliony , nie mamy ludzi do walki , ale się nie poddamy . Do tego wszystkiego jeszcze nie ma go przy mnie , co mu odbiło z tą bronią? A może to i lepiej, w szpitalu jest bezpieczny.                                                                                                                                                       W sztabie byłam razem z moim bratem Bronkiem, i jego kolegami: Jankiem , Władkiem ,jego bratem-Michałem i młodymi, niedoświadczonymi chłopaczkami .Właśnie wracamy do fabryki na Woli, tam przez 2 tygodnie przebywamy . Idziemy ruinami getto, gdy nagle obok mnie przeleciał pocisk. Przestraszyłam się i natychmiast schyliłam. Wzięłam karabin i cisnęłam pociski w małe okienko , z którego wychylało się działo. Na marne. Następnie wkroczyły granaty , ale to też nic nie dało. „Adam”(jeden z chłopaczków) wyrwał się i zestrzelił snajpera. Poszłam razem z „Kawką” po działo . W budynku leżał nieżywy człowiek .Zgarnęliśmy broń .Czuję się przygnębiona , bardzo mi go brakuje . Chciała bym się do niego przytulić i powiedzieć jak bardzo go kocham. Ciągle przypominają mi się jego gęste blond włosy i błękitne oczy, które mają w sobie coś niezwykłego. Uśmiech miał najpiękniejszy. Kiedy tak rozmyślałam przyszła narzeczona mojego brata. Wanda jest sanitariuszką i właśnie wróciła ze szpitala w którym leżał. Chciała ze mną poważnie porozmawiać :                       - Co się stało?           -Michała nie ma w szpitalu. Wyszedł mówiąc , że chce walczyć.           -Jak to wyszedł…?!              Przytuliła mnie mocno do siebie. Byłam w szoku, zaczęłam szlochać. Skoro nie ma go w szpitalu i z nami też nie jest , to gdzie się podział? Gdzie poszedł? Co się z nim dzieje? Resztę dnia przesiedziałam na kupce gruzu. Co chwila ktoś do mnie przychodził , żeby mnie pocieszyć, ale do mnie nic nie docierało. Głupia wojna odebrała mi ukochanego. Czemu to musi być takie niesprawiedliwe? Wieczorem przysiadł się do mnie brat Michała- Władek. On jedyny wiedział co przeżywam: ten strach , niepewność , lęk , obawa i smutek. Powiedział , że muszę wierzyć , że Michał żyje . Byłam tak zmęczona , że usnęłam na ziemi. Rano obudził mnie Bronek krzycząc , że dowódca nas do siebie wzywa. „Krawiec” przekazał nam , że musimy zaatakować więzienie , żeby uzyskać tunel do wycofania się. Przy okazji uwolnimy więźniów żydowskich. Wiedziałam , że muszę się skupić , bo inaczej zawalimy zadanie. Byłam jedną z niewielu dziewczyn , ale dzięki moim zdolnością i braciszkowi zostałam przywódcą plutonu numer 3. Dzień był słoneczny lecz powietrze śmierdziało siarką. Wyruszyliśmy zdobyć więzienia na Gęsiówce. Najpierw zestrzeliliśmy wartownika , a później wywarzyliśmy bramę główną i pokonaliśmy gestapowców. Otworzyliśmy ogromne drzwi i ujrzeliśmy tysiące ludzi w niebieskich pasiakach. Rzucili się na nas z wdzięcznością , podchodzili i przytulali , dziękowali. Następnym miejscem gdzie mieliśmy się zatrzymać było Śródmieście. Niewiadomo, kiedy wokół nas zebrała się grupka ludzi i ciągle ktoś dochodził. Sanitariuszki zaczęły śpiewać , ktoś przygrywał im na gitarze. Ja natomiast siedziałam z boku i tylko się temu przyglądałam. Podszedł do mnie „Adam” miałam wrażenie , że mnie podrywa:                          -Czemu taka piękna kobieta siedzi sama? –Spytał.          – Bo zgubiła swojego żołnierza . – Położyłam mu głowę na ramieniu , a on mnie objął. Czułam , że mogę mu zaufać. Wszystko mu opowiedziałam jak na spowiedzi...          –Dlaczego wszyscy mężczyźni są tacy sami ? – Spytałam.            –Czyli jacy?          –Jak przyjdzie co do czego to nas zostawiają? A może to ze mną jest coś nie tak?             –Jesteś najwspanialszą kobietą jaką znam. – W tym momencie mnie pocałował, po paru sekundach odepchnęłam go. Nie powinniśmy! Przecież ja kocham Michała. Nic nie czuję do Adama. To jest jakaś pomyłka. Odeszłam zostawiając go samego. Chyba za dużo sobie wyobrażał, ale to miłe co o mnie mówił. Podeszłam do Władka, Janka i Bronka omawiali strategię , kiedy samoloty spuściły na Śródmieście bomby. Uciekłam do przejścia między blokami. Po chwili wszystko ucichło , teraz było tylko słychać krzyki. Uświadomiłam sobie , że nie ma Bronka .Krzyczałam , ale nikt nie odpowiadał , dopiero po chwili zauważyłam go leżącego na ziemi przygniecionego ciałem. Pomogłam mu wstać i zajęłam się rannymi. Następnego dnia urządziliśmy zmarłym pogrzeb. Postanowiliśmy zostać na starówce jakiś czas. Mieliśmy zamiar zaatakować fabrykę na Żoliborzu, ale póki co to nasz pluton poszedł po cukier i prowiant. Oprócz nas poszło kilka osób z zewnątrz. Moją uwagę przykuł starszy mężczyzna, miałam wrażenie , że z skądś go znam . Zachowywał się jakoś dziwnie , tak jakby chciał żeby go złapali. Kiedy już wracaliśmy w przejściu przeszkodziło nam dwóch Niemców . Musieliśmy przejść pojedynczo i ostrożnie. Na końcu szedł ten podejrzany mężczyzna , nie pomyliłam się był zdrajcą. Kiedy jeden z naszych chciał go złapać cisną w niego pocisk. Chłopiec , który zginą był synem dowódcy. Jeszcze nigdy nie widziałam „Krawca” w takim stanie, domyślałam się co przeżywa. Przysiadłam pod drzewem i wyjęłam z kieszeni kurtki zdjęcie Michała. Nagle wszystkie wspólne chwile powróciły. Zapatrzyłam się w jego piękne niebieskie oczy. Wyobraziłam sobie, że jesteśmy szczęśliwi , że się kochamy .Jesteśmy na łące ,biegnę do niego, niebo jest zachmurzone , najwyraźniej będzie padać , ale to nic , obejmuje mnie. Deszcz zmoczył moje włosy . Patrzymy na siebie , a deszcz pada coraz mocniej , aż w końcu nasze usta spotykają się . Właśnie o tym marzyłam od zawsze o pocałunku w strugach deszczu. Ktoś pomyśli banalne , ale wyjątkowe. Niestety to tylko sen, czas wrócić do rzeczywistości. Do wojny , do krzyku , do bólu , do lęku. Kiedy byłam z nim to jakoś nie odczuwałam tej wojny , ale kiedy go nie ma to czuję ten ból ojczyzny.                                                 Sierpień minął szubko przez ostatnie dwa miesiące zdobyliśmy czołg i nową siedzibę. Teraz ukrywamy się w ruinach getto. Znaleźliśmy budynek , w którym wcześniej był prawdopodobnie jakiś magazyn. Dalej nie wiem co z Michałem, coraz bardziej zaczynam wątpić w to , że żyje. Coraz częściej o nim myślę . Chcę przerwać to cierpienie! Ostatimi czasy mam coraz mniej sił , jestem wyczerpana , zamyślona. Gdy  pluton idzie na akcje ja zostaje, bo nie dałabym rady nawet podnieść karabinu. Bronek ewidentnie się o mnie martwi i chociaż mi tego nie powiedział to ja to widzę. Dzisiaj postanowiłam zebrać resztki sił i iść razem z plutonem zaatakować siedzibę główną gestapo. Siedziba znajduje się w al. Szucha. Pracują tam najbardziej bezduszni ludzie. Byłam tam nie raz na przesłuchaniach , ale za każdym razem udawało mi się uciec. Szliśmy zniszczonymi ulicami przy których stały pojedyncze budynki (resztę zburzono). Stolica jest doszczętnie zniszczona. Jeszcze niedawno można było zjeść lody w pobliżu stawu, teraz w tym stawie pływają ludzkie szczątki. Całą drogę oglądałam zniszczoną Warszawę i odtwarzałam sobie w głowie jej przedwojenny wygląd. Dopiero po jakimś czasie zorientowałam się , że zbliżamy się do celu. Przed oczami wyłonił mi się potężny budynek , który mieliśmy zdegradować. Najpierw zestrzeliliśmy wartowników i weszliśmy do środka. Ktoś musiał zostać na zewnątrz , żeby ostrzec nas w razie niebezpieczeństwa.  Niszczyliśmy pokój po pokoju w pewnym momencie kula zraniła mnie w brzuch. Usłyszałam komendę odwrót i Bronek wziął mnie na ręce. Zawieźli mnie do szpitala. Przeszłam poważną operację moja rana była głęboka , kula prawie uszkodziła mi wątrobę.  W ten sposób przeminął ostatni tydzień sierpnia. Po operacji nie byłam w stanie nawet wstać z łóżka, więc cały miesiąc spędziła pod opiekom sióstr szpitalnych.                                                                   Jutro mam dostać wypis, tak się cieszę , że mogę wrócić do oddziału. Leże na łóżku i zbieram siły na wielki powrót. Sytuacja na froncie poprawiła się i jesteśmy na dobrej drodze do przepędzenia Niemców. Przyszła do mnie Wandzia i powiedziała , że bombardują szpital. Pomogła mi wstać i zaprowadziła do piwnicy. Dostałam stary koc , pod którym się schowałam. Wanda właśnie wychodziła kiedy do piwnicy weszło dwóch żołnierzy . Zabrali ją . Nie zbyt orientuję się o co chodzi. Słyszę tylko wybuchające bomby i strzały. Gdy dźwięki ucichły postanowiłam wyjść .  Szpital jest całkowicie rozwalony , a przed nim leżą ciała. Jednak nigdzie nie widzie Wandy. Muszę jak najszybciej dostać się do naszego oddziału, tylko jak? Pójdę piechotą przez małe alejki. Pomimo trudności znalazłam swój batalion. Sanitariuszki rzuciły mi się na pomoc .Położyły mnie na polówce i opatrzyły. Wszyscy do mnie podchodzili i pytali o samopoczucie. Najwięcej czasu spędził ze mną Bronek. Przegadaliśmy cały dzień. I tak zleciał pierwszy tydzień września. Na zbieraniu sił , ale przynajmniej już w środowisku , w którym czuje się najlepiej. Bronek nie chce puszczać mnie na większe akcje ,na razie chodzę na patrole. Powstanie nabiera sensu, zwyciężamy na większości frontów. Już pogodziłam się z myślą , że mogę go nie spotkać. Nie daje żadnych oznak życia już drugi miesiąc. Myślę o nim często , ale nie tak jak wcześniej. Właśnie odpoczywam. Palę papierosa leżąc na trawie . W powiaetrzu da się wyczuć jesień ,jest coraz chłodniej. Zaraz idę na patrol, jutro chłopcy idą na jakąś większą akcje. Spróbuje ubłagać Bronka , żeby mnie puścił z nimi. Może się zgodzi. Przez resztę września Polacy bronili Warszawy tak dzielnie , że 3 października osiągnęliśmy zwycięstwo. Wracamy do domu. Cały oddział. Radość z odniesionego zwycięstwa jest ogromna lecz smutek po stracie Michała jeszcze większy. To smutne , że nie możemy przeżywać zwycięstwa wspólnie. Przechodzimy właśnie obok siedziby gestapo , gdy zza muru wyłania się dobrze znajoma mi osoba. Tak to był on. To mój Michał. Upuściłam karabin na ziemię i rzuciłam się na niego. Jednak żyje , jest tutaj , ze mną.                                          -Obiecaj , że już nigdy mnie nie zostawisz.              -Obiecuje , ale ja tylko chciałem walczyć w powstaniu i poznałem człowieka, który był dowódcą głównego sztabu powstańczego. Pracowałem przy radiostacji. To dzięki mnie Amerykanie dowiedzieli się o powstaniu.  Ale przez ten cały czas myślałem o tobie i o tym jak bardzo cię kocham.